O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2012-01-29 :: Smutek

Mój przyjaciel z lat szkolnych. Serce na dłoni, przedobry człowiek - znany wszystkim z - powiedzmy eufemistycznie - nietypowych żartów. Kiedy go spytałem: - Wiesz, że Twoje dowcipy nikogo nie śmieszą? Odpowiedział - Wiem, ale mam tak potworną pracę, że muszę się jakoś od niej oderwać. To były sprawy kryminalne... Kolega D. przypomniał mi się właśnie teraz, ponieważ... tonę w smutku. Od dawna. Może przez to trochę lepiej piszę, ale co z tego - lepiej, gorzej, bez różnicy. Przechodzi przeze mnie zimne, błękitne światło. To nie jest kurczę paryska samotność. Francuskie mgły. Albo, wiesz - samotność w Marrakeszu - bardzo przyjemna. To jest kawałek kamienia, który uwiera. Jak się ten kamień we mnie nie spopieli, pojadę do Etiopii wcześniej niż myślałem.



2012-01-28 :: Miara czasu

- Czas się wypełnił – mówi ksiądz - mały mężczyzna o nieziemskim uśmiechu i okrągłych, żarliwych oczach. Ksiądz, wie, co mówi. Codziennie walczy z szatanem i obcuje z duchami wyższego rzędu, które pojawiają się tylko ludziom świętym i tym, którzy odchodzą. Szatan jest zwodniczy - wyjaśnia duchowny. Szepcze do ucha – „Mnie się należy”, albo „Mam prawo sobie pożyć”, a tu guzik z pętelką. Odjazd! Ostatnia stacja. Wylot prosto w chmury...


W roli kościelnego występuje dzisiaj siostra Kinga. Silna, energiczna, dzielna – prawdziwa gospodyni: wita zebranych po kobiecemu i z uśmiechem zaprasza do uczestnictwa w nabożeństwie. – Przemija postać tego świata – czyta dobitnie fragment z Eklezjasty.


Kaplica jest bardzo mała. Dwa rzędy ławek, po dwie osoby każda. W środku pozostają otwarte drzwi do hospicjum. Po chwili przechodzi przez nie zmęczony chorobą pensjonariusz, o szarej, skrzywionej twarzy, potem pielęgniarka do czytań Pisma Świętego, wreszcie w przejściu pojawia się śliczna, dwudziestoparoletnia dziewczyna w dżinsach – widać, że jest zadomowiona, zaprzyjaźniona – wolontariuszka? Krewna pacjenta?


Ksiądz mówi, że kochamy ludzi dopiero po śmierci. Za życia jakoś nie umiemy. Potem stawiamy im granitowe pomniki i drogie nagrobki - jakby przepraszając za skąpstwo i egoizm, za niezdolność do okazywania uczuć. Właściwie te nagrobki – to takie kamienne wyrzuty sumienia. Coś w tym jest, jeśli się głębiej zastanowić.


Ksiądz nie mówi, jak żyć. Nie mówi, że człowiek, który umiera może okazać innym miłość i że my sami możemy pomóc odchodzącym. Możemy wejść do ich domu cicho, delikatnie, możemy się podzielić uśmiechem, dotykiem, własnym ciepłem. Ksiądz o tym wszystkim nie mówi, bo kapelan hospicjum zwraca uwagę już tylko na sprawy ostateczne. W domu śmierci, mówi się o zbawieniu.


Gdy hostia wędruje do wnętrza budynku, myślę, czym jest ten biały opłatek dla umierających, czym dla ludzi zebranych w kaplicy, czym dla wiernych w zwykłym kościele. Jaka jest wiara tu, na ostatniej prostej. W ciszy. W skupieniu. W odchodzeniu. W oderwaniu. W zastanowieniu. I w podsumowaniu. „Przemija postać tego świata...” I czy wiara to raczej stan, czy raczej uczucie?


Siostra Kinga zapala 17 świec. Za zmarłych, którzy odeszli w ciągu ostatnich 3 miesięcy. Śliczna dziewczyna bierze do rąk mikrofon, przedstawia się – jest psychologiem, zaprasza chętnych do rozmowy, spotkania, rozdaje materiały, które pomogą rodzinom przetrwać trudne chwile. Krewni stawiają na ołtarzu płonące ogarki. „Dopełnia się miara czasu” – pisze św. Paweł. Z głębi hospicjum bije Wielka Cisza. Słychać tylko szelest kroplówek.



2012-01-28 :: Nocne wino

Stoję w oknie z kieliszkiem świetnego wina z RPA - jest stare i szybko idzie do głowy. Kupiłem je okazyjnie z Pożegnaniu z Afryką. Na zewnątrz, nad ciemnymi sylwetkami drzew, Księżyc lśni jak brzytwa, gwiazdy świecą ostro, jak na Saharze. Czuję niewielki ból, albo coś takiego. Wiem, że spieprzyłem narrację. Co, ja spieprzyłem? Niemożliwe. A jednak. Złamałem podstawowe zasady: Po pierwsze - przy pisaniu musisz mieć zawsze kompozycję, a więc powinieneś znać zakończenie opowieści - potem dopiero przychodzi styl, język i zabawy. Po drugie - musisz być całkowicie zimny - lód w czaszce. Po trzecie - musisz sobie założyć jakiegoś odbiorcę. To elemantarz. Tylko amatorzy sądzą, że pociągną narrację "na emocjach". Ich historia rozłazi się potem jak wata cukrowa. Ale nic, wino trochę znieczula, uspakaja. Kiedy dopiję kileliszek, przeniosę się do tureckiej knajpy na Nowym Świecie - vis a vis uniwersytetu. Lubię żartować z czarnymi sprzedawcami, lubię ich falafele, shawarmy, a najbardziej lubię wystrój tej nory - krzesła i stoły z masy plastycznej - jak w Afryce. Za chwilę będę stał przy zaparowanym oknie, dziobał w plastykowym talerzu plastykowym widelcem i patrzył na zziębniętych ludzi, którym lodowaty wiatr od Starówki stawia włosy na sztorc. W takiej chwili przestają być profesorami, prezesami i urzędnikami, a stają się jakby trochę - bezbronnie i niewinnie - sobą. Szarpią się z wiatrem i samotnością. Przeklinają tę chwilę, zamiast jej błogosławić. Trudno ich wytrącić z codziennego transu. A może jednak... Jest sznasa. Można się rozpłakać, wybuchnąć śmiechem, podskoczyć w górę - zmienić perspektywę...  Nie dzieje się jednak nic takiego. Dlatego wyjdę na zewnątrz bardzo spokojnie. Będę szedł powoli i dobitnie. Moje kroki będą stawiały mocne przecinki, kropki i średniki. Zbiegnę - wraz z naracją - nad Wisłę do Czułego Barbarzyńcy, gdzie nastąpi ostateczny finał opowieści. Przy dobrej kawie, ciastkach i Hrabalu. Taki jest plan. A kieliszek pusty...