|
 |
2010-06-11 :: Taka jest historia ludzi z eurolainsu Jest noc. Ludzie w autobusie opowiadają sobie nawzajem historie, które dobrze znam, a może to jest jedna i ta sama historia – która przydarza się wszystkim?
Jest to opowieść o tym, jak powstawała firma. I właściciele, bardzo jeszcze niepewni i co tu dużo gadać zagubieni, obiecywali swoim pracownikom złote góry. Obiecywali premie, podwyżki, samochody służbowe, a nawet, w przypływie entuzjazmu - wyjazdy zagraniczne.
Jeszcze nie teraz, nie dziś, nie jutro - ale w bardzo bliskiej przyszłości, jak tylko dadzą z siebie tyle, ile mogą, gdy dadzą z siebie wszystko. Gdy odniosą sukces.
A potem, kiedy ludzie dali już z siebie tyle ile mogli, kiedy naprawdę ruszyła produkcja – mówili – Dostrzegamy wasze starania, wskaźniki są coraz lepsze, wszystko idzie jak ta la la, ale zrozumcie, musimy zainwestować zyski, musimy kupić komputery i maszyny, musimy się rozwinąć, musimy zająć trwałą pozycję na rynku. I od tej pory coraz rzadziej wspominali o premiach, podwyżkach, samochodach służbowych oraz wyjazdach zagranicznych. Ponieważ musieli się rozwijać.
Aż wreszcie przyszedł czas, gdy koniunktura zaczynała siadać. I właściciele robili się szorstcy - zaczęli się wycofywać, dystansować, odgradzać. A pewnego dnia powiedzieli sucho – Zaczynamy zwalniać. I tym, którzy pozostaną zabierzemy premie, zmniejszymy dochody, zredukujemy, zminimalizujemy, zminiaturyzujemy. Cieszcie się, że w ogóle pracujecie! Macie naprawdę wielkie szczęście.
Ci zredukowani jadą teraz ze mną autobusem do Hiszpanii, do pracy, tak samo jak 30 lat temu. Ich koledzy z przedsiębiorstwa - z niepokojem czekają na kolejne zwolnienia, a szefowie lecą samolotami być może w tym samym kierunku - na wypoczynek. Bo chociaż firma przeżywa kłopty - szefowie zawsze mają solidne rezerwy.
Taka jest historia ludzi z eurolainsu.
Oni nie wierzą w politykę i w polityków. Bo politycy dawno już o nich zapomnieli, a może nawet nigdy nie myśleli? Oni chcą państwa, które da im pracę, możliwość zdobycia mieszkania, zakupu butów dla całej rodziny i godnej emerytury na starość.
Oni czekają na nowego Leppera.
2010-06-11 :: Woda Ściana w piwnicy mokra. Po 5 latach walki z wilgocią. Nie mam już siły. Taras odstaje chyba od domu - trzeba go rozebrać i tyle. Nigdy to ja nie decyduję o rozpoczeciu remontu, tylko remont się sam rozpoczyna.
2010-06-06 :: Podróż do Królestwa Maroka Kiedy Jan Potocki przybył do Gibraltaru, dowiedział się, że w Polsce nastąpił historyczny zwrot, który nieodwracalnie zaciążył na naszej przyszłości. Uchwalono Konstytucję Trzeciego Maja.
Jako glejt miał przy sobie list polecający do Cesarza, napisany po arabsku przez dostojnego Sidi Mohammeda Bin - Otomana, ambasadora Maroka w Hiszpanii:
"W imię najmiłosierniejszego. Chwała Prorokowi! Ja - Sidi, emir al-muminin! Padam twarzą na ziemię, którą depczą Twoje stopy! Człowiek, który doręczy ten list Waszej Wysokości, jest mieszkańcem Bulunii, kraju bardzo od nas odległego, leżącego w pobliżu Moskwy. jest on jednym z najznaczniejszych ludzi w swej ojczyźnie, a jedynym celem jego podróży jest oddać pokłon Waszej Wysokości. Żaden człowiek z owej odległej krainy nie odwiedził dotąd Maroka: Bóg zachował to zdarzenie na początek twojego pełnego chwały panowania..."
Kiedy przybyłem do Gibraltaru, dowiedziałem się, że w Polsce nastąpił historyczny zwrot, który nieodwracalnie zaciążył na naszej przyszłości. Pod Smoleńskiem doszło do katastrofy prezydenckiego samolotu.
Jako glejt miałem przy sobie napisany po francusku list polecający, adresowany do wszelkich władz, przez dostojnego Moha Ouali Tagma, ambasadora Królestwa Maroka w Warszawie, który przedstawiał mnie jako artystę, przygotowującego album poetycko - fotograficzny o Afryce Północnej.
Losy moje i Jana Potockiego miały i inne punkty wspólne.
Choćby powitanie po powrocie. Pisarza witano tak:
"Z najwyższą przyjemnością zawiadamiamy, że znakomity obywatel, który obmyślił projekt tego dzieła, każdego dnia tutaj oczekiwany po 16 miesięcznej podróży odbytej po rozmaitych krajach Europy i Afryki, gdzie doskonalił swoją wiedzę, która już wcześniej budziła podziw współobywateli oraz wszystkich osób, które miay zaszczyt go poznać - powrócił..." donosił Journal Hebdomadaire de la Diete.
A mój Dziennik Polski powierzył mi rozkładówkę w piątkowym magazynie, abym mógł zaprezentować choć część swoich zdjęć, zdobytych w trakcie długiej i pełnej niebezpieczeństw włóczęgo po Królestwie Maroka.
I to przecież nie wszystko...
|