|
2010-05-09 :: Fez Jeszcze nie jeden raz wrócę do Fezu, tym razem tylko prosta myśl: medyna ogarniajaca tysiące rzemiosł i zatrudnień, zajmuje górę, na szczczycie której stoją: biblioteka, uniwersytet i meczet - jako zwieńczenie wszyskiego, czym dysponuje ludzkość. Jest to symboliczne, ale wytasta też z przekonań Fesan, o tym, co mają najważniejszego. Ważniejszego od handlu, konsumpcji i dywanów. Naukę, poezję i religię. "I tak ja widzę przyszłą w Polsce sztukę - jako chorągiew na prac ludzkich wieży, nie jak zabawkę ani jak naukę lecz jak najwyższą z rzemiosł apostoła i jak najniższą modlitwę anioła" - pisał Norwid, słusznie!
2010-05-09 :: Czego się nauczyłem... Zdjęć przywiozłem zadziwiająco mało. Dwie karty po 4 giga. Dlaczego? Po pierwsze Marokańczycy, najczęściej nie lubią się fotografować, a ja nie robię portretów na siłę. Po drugie: oszałamiające widoki przeżywałem głównie zza szyb autobusu albo grande taxi, więc wiadomo. Po trzecie - urzekła mnie całkiem inna narracja. Po prostu w pewnej chwili zdałem sobie sprawę, że lepszym narzędziem do opisu przeżyć jest słowo. Więc robiłem notatki. Co ciekawe - nie przywiozłem za to fotografi słabych. Wszystkie są przemyślane. Wynika to i z faktu, że robienie zdjęć w Maroku wygląda tak:
Na brzuchu masz plecak. Koniecznie parciany, wojskowy, na klamerki - nic, co rzuca się w oczy. Wewnątrz jest oczywiście gąbka. Na gąbce leży otwarty, duży futerał, w nim spoczywa aparat. Wszystko przykrywasz klapą. Na zrobienie zdjęcia masz około 15 - 20 sekund. Szybko odrzucasz klapę, wyjmujesz maszynę, robisz pstryk i chowasz sprzęt do pokrowca. Wiążesz plecak. Dzięki temu robisz 10 - maximum 15 zdjęć dziennie, potem już 5 - 3. Gdybyś miał auto, byłoby lepiej. Ale nie masz. Może jednak masz talent? On zrównoważy wszelkie niedogodności.
2010-05-09 :: Bohaterowie Bohaterami tej opowieści są:
- Gerbert z Aurillac, który w 970? roku przybywa do Fezu na naukę matematyki, astronomii i mechaniki, gdzie odkrywa system dziesiętny, istnienie zera i logikę formalną. Po powrocie do Europy staje się największym matematykiem X wieku, konstruuje pierwszy zegar mechaniczny i organy. Jest oszołomiony wielkością kultury arabskiej. Pod jej wpływem tworzy wizję europejskiego uniwesalizmu - jeden cesarz, jeden Bóg, jeden język - łacina! W 999 zostaje papieżem. To on zapoczątkował organizację kościoła w Polsce.
- Porucznik Charles de Foucauld, jeden z największych etnografów XIX wieku. Przebrany w strój rabina, emigranta z Rosji, pod przybranym nazwiskiem wyruszył na śmiertelnie niebezpieczną wyprawę do Maroka, gdzie udawał okulistę i wróżbitę. Po powrocie, po opublikowaniu pracy Reconnaisanse au Maroc, zdobył w Europie sławę badacza i podróżnika, a Towarzystwo Geograficzne w Londynie nagrodziło go złotym medalem. Zafascynowany gościnnością i głęboką religijnością wyznawców islamu nawrócił się na... chrześcijaństwo. Został księdzem. Do mszy świętej wprowadzał elementy Koranu. Umarł męczeńską śmiercią w południowej Algierii. Został świętym.
- Jan Potocki - pisarz, podróżnik, dyplomata. W 1791 przybywa do Maroka, gdzie podczas podróży, wypowiada słynne zdanie: "Na Marokańczyków nie wolno patrzeć przez okulary Europejczyka". Inne jego zdanie, już nie cytowane, brzmiało tak: "W górach Rif są same brzydkie kobiety, bo ładne przeznaczono do przyjemniejszych zajęć." Wędruje po nieznanym kraju. Podczas bitwy o Tanger przesiaduje w namiocie i pisze plan "Pamiętnika znalezionego w Saragossie".
- Paul Bowles - amerykański pisarz i kompozytor, który zapoczątkował modę na Tanger. Autor kultowej książki "Pod osłoną nieba". To on jest rzeczywistym sprawcą mojego wyjazdu i wędrówki. Jadę, podobnie jak jego bohaterzy na południe i docieram do Sahary.
- Tangerczycy - hippisi: pisarze i ideolodzy - Allen Ginsberg, John Barrows, Jack Keruac i inni. Elita światowej literatury. Narkomani i homoseksualiści. Tworzyli w Tangerze swoiste getto, tzw. strefę międzynarodową.
- John Malkovih i Debora Winger - para aktorów, która przemierza Maroko w filmie Bertolucciego "Pod osłona nieba." 1990. Jadę po ich śladach od hotelu Panorama w Tangerze, do fortu na Saharze. Podczas przeprawy przez góry przeżywam podobną przygodę. Malkoviha atakują muchy, mnie dym z zepsutej klimatyzacji w autobusie. W pewnym momencie narracji pojawia się także Marcel Proust, ale to już inna bajka.
- Władysław Cybulski - krytyk filmowy - mój mistrz, przyjaciel Allana Ginsberga, Tangerczyk.
- Kinga Choszcz, Olga Stanisławska, Klaus Brinkbaumer - podróżnicy przemierzający MAROKO. Stale korzystam z ich doświadczeń.
To jest ściąga do przyszłego eseju.
|