O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

Informacje
Recenzje - "Dolina..."

Wybrane wiersze
Józefa Barana:

· Sztuka dom
· Filozofia drzewa
· W raju
· Wspomnienie wieczornej
  letniej burzy

· Lipiec
· Człowieczek frasobliwy
· Wrzesień - strony rodzinne
· Szwedzka jesień
· Listopad. 4 rano.
  Muszę wstać i jechać

· ***
· Pomnik
· Styczeń
· Próba modlitwy
  na koniec wieku

· Na śmierć wujka Bacha
  - wyprawiacza ptaków


Recenzje:

JANUSZ DRZEWUCKI - Poeta nieśmiałych
ANDRZEJ KOZIOŁ - Drzwi do wspomnień, drzwi do serca
KRZYSZTOF MAĆKOWSKI - Tęsknota za Arkadią
MARIA ZIEMIANIN - Ocalanie krajobrazu


Poeta nieśmiałych

Janusz Drzewucki

Liryka Józefa Barana jest antropocentryczna, człowiek jest w niej punktem wyjścia i punktem dojścia

Najnowszy wybór poezji Józefa Barana to prawdziwy majstersztyk sztuki edytorskiej. Oprócz ponad stu wierszy, wybranych z bogatego dorobku tego autora, znajdziemy tu ponad sto fotografii Jakuba Ciećkiewicza. Ma zatem rację biskup tarnowski Wiktor Skworc, nazywając tę książkę we wstępie "albumem poetycko-fotograficznym".

Akcja liryczna większości wierszy Barana rozgrywa się na wsi, konkretnie w podtarnowskim Borzęcinie, w którym w roku 1947 poeta się urodził (na marginesie - w tej samej wsi przyszedł na świat Sławomir Mrozek). Wiersze ułożone zostały nie według chronologii powstawania - co w przypadku tego rodzaju wyborów stanowi edytorską normę - lecz podług tematów: współtworzą więc liryczną opowieść o życiu w rytmie pór roku - od wiosny, przez lato, jesień i zimę, do następnej wiosny.

Fotografie Ciećkiewicza znakomicie współgrają z wierszami Barana, czasami poprzez dopowiedzenie, uzupełnienie, czasami poprzez kontrapunkt, kontrast. Obydwaj - poeta i fotografik - znają się zresztą jak łyse konie, od lat pracują razem, kiedyś w tygodniku, Wieści", później w "Dzienniku Polskim" w Krakowie. Co ciekawe, Ciećkiewicz fotografikiem jest nie tyle z zawodu, ile z zamiłowania. Na co dzień pracuje jako dziennikarz i redaktor sobotniego wydania "DP". Na jego zdjęciach widzimy pola, pastwiska, lasy, drogi, konie, krowy, kaczki, bociana w gnieździe, psa przy budzie na łańcuchu, kota wygrzewającego się w słońcu. I ludzi: kobietę dźwigającą na ramieniu wielki wiklinowy kosz, babcię idącą do kościoła, gospodynię ze świeżo wypieczonym chlebem na tacy.

Z wielką czułością fotografuje Ciećkiewicz wiejskie obejścia: pokrytą strzechą chałupę, studnię, suszące się kanki na mleko, wietrzące się na płocie poduchy i pierzyny, postawioną w oknie figurkę Matki Boskiej, przydrożną kapliczkę. Jak się zdaje, lubi szczegóły, stąd w wielkim zbliżeniu zdjęcia liści, pajęczyn, kłosów i spracowanych chłopskich rąk, opierających się na lasce lub żerdzi. Do najlepszych fotogramów należy portret rodziców poety Stefanii i Stanisława Baranów oraz zdjęcie przedstawiające dygoczącego z zimna ptaszka. Zawieszony na okiennej ramie termometr wskazuje temperaturę minus 20 stopni Celsjusza. Z fotografii promieniuje czysta poezja.

Twórczość liryczna Józefa Barana jest antropocentryczna i chyba nieprzypadkowo określa on samego siebie mianem "poety ludzi nieśmiałych". Człowiek jest w świecie tej liryki punktem wyjścia i punktem dojścia. Człowiek i jego dom. Już pierwszy wiersz, zamieszczony w zbiorze, nosi tytuł "Sztuka dom".

Dom jest miejscem, w którym ludzie żyją i umierają, jest sceną, na której rozgrywają się ich wszystkie dramaty, celem odwiecznego powrotu. W innym wierszu dom rodzinny zosta! nazwany "dawną stolicą świata", przez którą przebiegają wszystkie równoleżniki i południki. Nad domem wisi niebo, pod nim zakopane jest piekło, zaś dookoła niego krąży słońce. Ale to było kiedyś: "dziś dom/ to już tylko mała szkatułka dzieciństwa/ z zabytkowymi rodzicami" ("Dom rodzinny") - twierdzi nie bez smutku poeta.

Wiersze Józefa Barana przenika mit Arkadii, utraconej, istniejącej już tylko w pamięci. Owszem, poeta nazwie wieś rajem, ale zaraz doda: ,W raju obowiązuje piekielna harówa/ od wschodu do zachodu słońca" ("W raju"). W tym raju mieszka matka, ojciec i brat poety. Ale także Bóg: "o piętro wyżej". To prawda, w poezji Barana wszystko jest na ludzką miarę, również Pan Bóg, na którego podobieństwo wszak zostaliśmy stworzeni. Kapitalne pod tym względem znaczenie ma "Ballada o Bogu na emeryturze", którego poeta odszukał gdzieś na końcu świata. Ów "staruszek z siwym obłokiem brody", jak przyznaje, od lat nie żywi się manną i odkąd abdykował, nie miesza się do polityki i niespecjalnie ma ochotę rozmawiać o początku i końcu świata, zarzekając się przy tym: "tak jakbym ja to wszystko jeszcze pamiętał".

"Dolina ludzi spokojnych" ukazuje się w szczególnym momencie kariery poetyckiej Józefa Barana. Ostatnie lata to dobry okres w twórczości tego autora, który na przełomie wieków zdążył już wydać dwa ważne tomy poezji: "Pod zielonym drzewem życia" oraz "Dom z otwartymi ścianami". A jego dwujęzyczny zbiór wierszy ,W błysku. In a Flash", w przekładach Anieli i Jerzego Gregorków, został właśnie uhonorowany nagrodą Pen West USA w Los Angeles, obok wyboru liryki Paula Celana, którego translacją zajął się John Felstiner, i "Czyśćca" Dantego w tłumaczeniu Williama Stanleya Merwi-na.


Drzwi do wspomnień, drzwi do serca

ANDRZEJ KOZIOŁ

Osobliwa współpraca, osobliwy duet: poeta i niegdysiejszy reporter, niegdysiejszy krytyk literacki, dzisiaj redaktorsko ukrzesłowiony w wielkim gmaszysku krążownika "Wielopole": Józef Baran i Jakub Ciećkiewicz. Tomik-album o podwójnym tytule: "Dolina ludzi spokojnych" i "Krajobrazy serdeczne" jest ich wspólnym dziełem: Baranowym wierszom towarzyszą fotografie Ciećkiewicza.

Jakub niegdyś sporo pisał o Józefie, pod koniec lat osiemdziesiątych zamieścił w "Poezji" obszerny esej o twórczości redakcyjnego kolegi. Wszyscy pracowaliśmy wówczas w "Wieściach", tygodniku wtedy niezwykłym, mocno związanym ze wsią, ale nie agrarnym i jednocześnie przyjaznym dla literatury. Przez redakcyjne pokoje kolejno przechodzili: Stanisław Słupek, Józef Andrzej Frasik, Jan Jaźwiec, Julek Kawalec, który szybko z chabety reportażu przesiadł się na szlachetnego konia prozy, przedwcześnie zmarły poeta Wicek Faber, Adam Augustyn, prozaik, okrzyknięty niegdyś "papieżem małego realizmu", no i oczywiście Józek Baran. Przybysz z podtarnowskiej, obitej w talenty prowincji, wiejski nauczyciel, "Na tyłach świata", "W błysku zapałki" odkrywający najszczerszą poezję. Trafiającą bezpośrednio do serc ludzkich - jak napisał prof. Artur Sandauer, krytyk więcej niż surowy.

Kuba Ciećkiewicz trafił do nas nieco później, już po zawierusze pierwszej, sierpniowej rewolucji. Podobnie jak Józek, do redakcji przyszedł wprost z wiejskiej szkoły i może to właśnie, belfrowanie, ich zbliżyło, a może coś innego - poezja, która zawsze pasjonowała Ciećkiewicza-krytyka i Ciećkiewicza-czytelnika.

Trzeba było jednak dwudziestu lat bez mała, aby przyjaźń zrodziła wspólny, poetycko-fotograficzny tom-album. Nazwałem go osobliwą współpracą, w rzeczywistości była także współpracą niebezpieczną. Przede wszystkim dla autora zdjęć.

Uważny czytelnik Baranowej poezji znajdzie w "Dolinie ludzi spokojnych" doskonale znane sobie wiersze. "Chyli się słońce nad wawelem stodoły", pachnący goryczką palonych ziemniaczanych łętów, mój ulubiony "Wrzesień - strony rodzinne", "U Pana Boga za piecem" i wiele innych - publikowanych, czytanych, śpiewanych. Pojawiając się deus ex machina, ze swym aparatem fotograficznym, Ciećkiewicz wchodzi w bardzo prywatny obszar intymnej wspólnoty, jaka tworzy się zazwyczaj pomiędzy poetą a czytelnikiem. Nie jest gościem proszonym, ryzykuje więc odrzucenie, w odruchu niechęci, jaką żywi się często w stosunku do interpretatorów.

Być może stałoby się tak, gdyby Jakub Ciećkiewicz próbował przekładać poezję na fotografię, gdyby literalnie potraktował literacki materiał, starając się odnaleźć to, co odnaleźć najłatwiej - sztafaż. Na szczęście - i dla autora zdjęć, i dla czytelników - poszedł inną drogą, próbując stworzyć nastrój współgrający z poezją Barana, nie budując jednak fotograficznej repliki jego wierszy.

Niebezpieczeństwo było tym większe, iż niektóre wiersze wierni czytelnicy Barana kojarzą z czasem przeszłym dokonanym. Nie ma już krajobrazów z lat siedemdziesiątych, nie ma wielu ówczesnych ludzi, smaków i nastrojów. Jest poezja, czysta, trafiająca bezpośrednio do serc ludzkich. Jakub Ciećkiewicz potrafił uniknąć niebezpieczeństwa anachronizmów. Poszedł czterema drogami: krajobraz, zwierzęta, przedmioty, ludzie.

Ludzie - jak wiejska kobieta prezentująca upieczony chleb, jak staruszka w czerni, zaplątana w tło bezlistnych drzew - najwyraźniej pozują. Z pozoru ich sztywność, zapatrzenie w obiektyw, dyskwalifikują autora. W rzeczywistości mamy do czynienia ze świadomym zabiegiem. Tak - sztywno, z nieporadnymi rękami, domagającymi się rekwizytów, ze wzrokiem utkwionym w obiektywie zachowywali się podczas fotografowania mieszkańcy wsi. W pozie jest więcej prawdy, niż mogłoby jej zawierać reporterskie zdjęcie, łapiące życie na gorąco.

Przedmioty, jak nieco archaiczne bańki na mleko, wiszące dnem do góry na płocie, jak stara wialnia, porzucona gdzieś pod stodołą, wywołują skurcz serca. Przynajmniej mojego, bo widzę w nich okruchy własnego wakacyjnego dzieciństwa, podobnie jak dzieciństwo Barana, podtarnowskiego, spędzanego w świecie, który jeżeli nawet nie odszedł jeszcze do końca, to wkrótce odejdzie...

Przemawiają też - i do serca, i do wyobraźni, i do estetyki - zdjęcia przyrody. Mniejsza o końskie pyski, o kogucią, podszytą tchórzostwem buńczuczność, o kocie, miękkie drzemki - to swoiste samograje. Dojrzałość debiutanta (bo jest Jakub Ciećkiewicz fotograficznym debiutantem, wcześniej z rzadka publikującym zdjęcia na łamach prasy) widać w krajobrazach i w przyrodniczych detalach. Faktura ziemi, zagonów i miedz przywodzi na myśl znakomitą kielecką szkołę krajobrazu, czarna koronka bezlistnych drzew - grafikę.

Fotografie Jakuba Ciećkiewicza nie interpretują wierszy Józefa Barana, nie stanowią też dla nich konkurencji. Istnieją równolegle - pospołu, ale jednocześnie osobno. Innym językiem mówią tę samą prawdę - o przemijaniu, nieuchronnym, ale jednak podszytym optymizmem. Bo tomik-album ułożony jest kalendrrzowe porami roku, jak Reymontowscy "Chłopi", z tym, że wiosna występuje dwukrotnie, dwa są nawet wielkanocne wiersze - na początku i na końcu tomiku. I chociaż książkę zamyka jedyna czarno-biała fotografia, kalekich, zamkniętych drzwi wiejskiej chałupy, powrót do wiosny wydaje się symptomatyczny. Życie trwa, chociaż już w innym świecie. Nasz świat pozostał za zabitymi na głucho drzwiami prowadzącymi do wspomnień.

Józef Baran - Dolina ludzi spokojnych, Jakub Ciećkiewicz - Krajobrazy serdeczne, Wydawnictwo Diecezji Tarnowskiej "Biblios", Tarnów 200J.

Książka "Dolina ludzi spokojnych. Krajobrazy serdeczne", która ukazała się przy wsparciu Wydawnictwa Jagiellonia SA, jest dostępna w sprzedaży m.in. w księgarni "Matras" w Krakowie, Rynek Główny i w Tarnowie (Wyd. "Biblos") - plac Katedralny 6.


Tęsknota za Arkadią

KRZYSZTOF MAĆKOWSKI

Blisko sto wierszy Józefa Barana i tyleż samo zdjęć Jakuba Ciećkiewicza znalazło się w albumie poetycko-fotograficznym "Dolina ludzi spokojnych. Krajobrazy serdeczne", wydanym przez oficynę Biblos.

- Jest to księga czterech pór roku, księga krajobrazu polskiego, księga dni i nocy. Krajobraz serdeczny jest wspomnieniem lat dziecinnych, w których piękno przyrody harmonizowało z kanonem tradycyjnych wartości - mówi Józef Baran, poeta obecny w podręcznikach szkolnych i antologiach poezji polskiej, publicysta "Dziennika Polskiego", który w przyszłym miesiącu reprezentować będzie rodzimą mowę wiązaną na Kongresie Poetów Świata w Sydney. Utwory zebrane w tomie pisał przez ostatnie trzydzieści lat.

Fotografie Jakuba Ciećkiewicza, przyjaciela poety, redaktora "Dziennika Polskiego", stanowiące dopełnienie opowieści Józefa Barana, powstały w ciągu ostatnich .trzech lat. Zrobiono je m.in. na Kielecczyźnie (wieś Wiśniowa), w rodzimym poety Borzęcinie oraz na krakowskich Skałkach Twardowskiego. Nie są jednak ważne miejsca powstania zdjęć, liczy się ich nastrój. "Dolina ludzi spokojnych. Krajobrazy Serdeczne" to bowiem fotograficzna, nastrojowa i nasycona emocjami opowieść o świecie, który istnieje już niemal wyłącznie we wspomnieniach.

Ze zdjęć przebija tęsknota za Arkadią, jak również obecna w kompozycji książki nadzieja na zmartwychwstanie.

Józef Baran, Jakub Ciećkiewicz, "Dolina ludzi spokojnych. Krajobrazy serdeczne", wydawnictwo Biblos, Tarnów 2001, s. 160. Projekt okładki i redakcja techniczna: Stanisław Stolec. Sponsorzy: Wydawnictwo Jagiellonia SA, Altkrak Investment, Krakowski Bank Spółdzielczy, Gmina Borzęcin. Patron medialny "Dziennik Polski".

"Dolina ludzi spokojnych" jest dostępna w sprzedaży w Krakowie m.in. w księgarni "Matras", - Rynek Główny 23 i w księgarni Biblosu - Tarnów, plac Katedralny 6.


Ocalanie krajobrazu

Maria ZIEMIANIN

"Dolina ludzi spokojnych" i "Krajobrazy serdeczne" to artystyczny dwugłos poety i fotografika. Wierszom, bardzo starannie wybranym przez Józefa Barana, układającym się w opowieść o rodzinnym domu i krajobrazie, który ukształtował jego wrażliwość i widzenie świata, towarzyszą fotografie Jakuba Ciećkiewicza, będące czymś więcej aniżeli tylko uzupełnieniem czy ilustracja słowa pisanego.

O specyfice tej książki stanowi przede wszystkim dokonany przez poetę wybór wierszy. Józef Baran, dziś już prawie klasyk, który trafił do podręczników szkolnych, nawiązuje do klimatów z dzieciństwa. Ocala krajobrazy, które zostały już tylko w nim. Pokazuje świat, który bezpowrotnie odszedł, by ocalić go od niepamięci. To świat .odchodzącej kultury chłopskiej i może wyidealizowanej przeszłości, gdzie wszystko było prostsze, uczciwsze, a człowiek czuł się dobrze i swojsko w znanym sobie światku, wśród bliskich mu krewnych i sąsiadów, w otoczeniu przyjaznej przyrody" - jak pisze we wstępie do albumu biskup tarnowski Wiktor Skworc.

W tej poetyckiej, nostalgicznej wędrówce towarzyszy poecie Jakub Ciećkiewicz, wychodząc obronną ręką z niełatwego zadania, choć jego ulubionym polem działania jest fotografia czarno-biała, a tu przyszło się zmagać z kolorem. Tworzy klimat, dopowiada piękną poetycką fotografią to, co trudno wyrazić słowem. Odnajduje ludzi i miejsca niezwykłe. Pochyla się nad nimi z czułością i serdecznością.

Tworzy swą własną opowieść, współgrającą z przesłaniem poety. Obie strony tej bardzo starannie wydanej publikacji wzajemnie się przenikają i wzbogacają. - Bardzo się ucieszyłem, kiedy Józek zaproponował mi zilustrowanie tomiku. Znałem jego wiersze. Kiedy jednak wczytałem się w nie na nowo, pomyślałem, że mam do czynienia z czymś monumentalnym. Że to Józkowy dekalog, wskazówki jak godnie przejść przez życie. Przedsięwzięcie wydało się dużo poważniejsze niż się tego spodziewałem. Przełomem w pracy była moja wizyta w rodzinnej wsi Józka, Borzęcinie. Skompletowanie fotografii zajęło mi trzy lata - mówi Jakub.

Dużo w tej poezji i fotografii metafizycznego światła, słońca, ducha przestrzeni, na które wyczulony jest Baran. Sporo nostalgii a czasem i dramatyzmu, ale też sporo chłopskiej witalności, miłości do ziemi, z której rodzi się chęć przetrwania i siły do życia.