<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2" ?>
<rss version="2.0">
	<channel>
		<title>Jakub Cieckiewicz - galeria autorska</title>
		<link>https://www.cieckiewicz.pl/</link>
		<description>Jakub Cieckiewicz - galeria autorska</description>
		<language>pl-pl</language>
		<generator>Piotr Jaworski</generator>			<item>
				<title>Pałac Shiraz</title>
				<description>&lt;p&gt;Bardzo chciałem i jakoś&amp;nbsp;w końcu dobiłem się do białego pałacu Shiraz, gdzie pamiętnego lipcowego przedpołudnia dokonano zamachu na kr&amp;oacute;la Hasana II. Zamknięty świat, zakazane miasto, ociekające obrzydliwym bogactwem, średniowieczny&amp;nbsp;styl dla&amp;nbsp;&amp;nbsp;garstki arystokrat&amp;oacute;w, utrzymujących sw&amp;oacute;j nar&amp;oacute;d w biedzie, dla skorumpowanych urzędnik&amp;oacute;w dworskich, zdemoralizowanych wojskowych... Jest w tym coś fascynującego, ale i coś niezdrowego, budzącego niesmak. Kiedyś nadejdzie rewolucja. Nie. Nie napiszę książki o Maroku. Już chocby dlatego, że Hasan II wydał wyrok śmierci na swojego nauczyciela matematyki.&lt;/p&gt;</description>
				<link>http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#893</link>
				<pubDate>Mon, 20 Feb 2012 00:00:00 CET</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#893</guid>
			</item>
			<item>
				<title>Fabryka</title>
				<description>&lt;p class="Tekst"&gt;To zdumiewające, jak wiele os&amp;oacute;b podziela moje emocje. Jeden z koleg&amp;oacute;w &amp;ndash; świetny fachowiec &amp;ndash; odchodzi z pracy wprost na bezrobocie. Powiedział, że zmarnował życie siedząc przy biurku, że od 30 lat nie był na basenie, spacerze, nie miał wolnej niedzieli. Teraz chce to wszystko nadrobić. (Ale jak, bez pieniędzy?) Inny kolega podupadł zdrowotnie, a jeszcze ktoś &amp;ndash; psychicznie. Tak to jest, kiedy się przez 20 lat budowało potęgę firmy, identyfikowało z jej logo, nosiło z dumą sztandary, a potem oglądało powolną degradację tego świata.&lt;/p&gt;
&lt;p class="Tekst"&gt;Szkoda, że nie ma wśr&amp;oacute;d nas psychologa, kt&amp;oacute;ry oceniłby profesjonalnie, jak czują się zwierzęta z całego zoo, spędzone na jedną łąkę, otoczone elektrycznym ogrodzeniem &amp;ndash; zagubione? Sfrustrowane? Czekujące na odstrzał.&lt;/p&gt;
&lt;p class="Tekst"&gt;Nie ma się co użalać, bo tak jest teraz przecież w całej Polsce, tak zmienia się świat. Warto jednak uważać - z czym się człowiek identyfikuje. I jeśli to możliwe &amp;ndash; grać swoją własną grę. Ja uczę się francuskiego, emeryturę zamierzam spędzić w Senegalu.&lt;/p&gt;</description>
				<link>http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#891</link>
				<pubDate>Thu, 16 Feb 2012 00:00:00 CET</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#891</guid>
			</item>
			<item>
				<title>Tajemnica stylu</title>
				<description>&lt;p&gt;&lt;em&gt;\"gdy za oknem mrok i ziąb i ziemia/&lt;/em&gt;&lt;em&gt;niczym pi&amp;oacute;rko zawieją miotana/&lt;/em&gt;&lt;em&gt;przebudzony rozmyślam o śmierci/&lt;/em&gt;&lt;em&gt;jak o strasznej wyprawie w nieznane\" - &lt;/em&gt;Fantastyczne, prawda? &amp;nbsp;Autor: J&amp;oacute;zef Baran. Wrzucam ten wiersz na zakończenie moich eksperyment&amp;oacute;w nad narracją, kt&amp;oacute;re przyniosły to, co miały przynieść - odnalezienie własnego stylu. Jest daleki od ideału, kt&amp;oacute;ry&amp;nbsp; cytuję powyżej, ale jest, wreszcie wyczułem go pod palcami - w czymś tam. Swoją drogą, tak bardzo przyzwyczailiśmy się do naszego starego kumpla J&amp;oacute;zka Barana, że zapomnieliśmy, o ile długości nas przerasta, zapomnieliśmy,&amp;nbsp;że wni&amp;oacute;sł coś własnego do&amp;nbsp;zbiorowego przeżywania.&amp;nbsp;Nasza małość chciałaby pomniejszyć tych większych, szukać rys na żywych pomniczkach. No więc finał. Koniec. Wracam do obraz&amp;oacute;w.&lt;/p&gt;</description>
				<link>http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#890</link>
				<pubDate>Wed, 15 Feb 2012 00:00:00 CET</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#890</guid>
			</item>
			<item>
				<title>Zaproszony</title>
				<description>&lt;p&gt;Jestem ceniony! Jestem znany w r&amp;oacute;żnych środowiskach! Właśnie otrzymałem zaproszenie na Targi Tworzyw Sztucznych i Gumy.&amp;nbsp;Uwaga, uwaga, są to:&amp;nbsp;PIERWSZE POLSKIE TARGI POŚWIĘCONE SUROWCOM&amp;nbsp;DLA&amp;nbsp;&amp;nbsp;BRANŻY&amp;nbsp;TWORZYW SZTUCZNYCH I GUMY. No, brawo. Będą fascynujące wydarzenia:&amp;nbsp;&amp;nbsp;SALON WTRYSKU POD WYNAJEM, SALON TERMOFORMINGU, SALON NARZĘDZIOWY, SALON KAUCZUKU, ale najbardziej się cieszę na wydarzenie specjalne: zjazd KLUBU TECHNOLOGA. Ile się człowiek nasłucha narracji, ilu ciekawych pozna ludzi.&lt;/p&gt;</description>
				<link>http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#889</link>
				<pubDate>Mon, 13 Feb 2012 00:00:00 CET</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#889</guid>
			</item>
			<item>
				<title>Czas obrazu</title>
				<description>&lt;p class=\"Tekst\"&gt;Cytryna wr&amp;oacute;ciła. Spogląda mi przez ramię, obserwuje jak piszę, śmieje się, stroi dziwne miny. Kilka godzin wcześniej stała na moim śnieżnobiałym dywanie, w butach przypominających dwie brudne śniegowe kule i wyrzucała z siebie całe potoki sł&amp;oacute;w. Zrozumiałem tyle, że zakochała się internetowo w Szczecinie, gdzie pojechała za porywem serca. &amp;nbsp;&lt;em&gt;&amp;ndash; Masz tutaj niezły chlew &amp;ndash;&lt;/em&gt; zakończyła. Kiedy poszła się rozpakować, na dywanie pozostały dwie wielkie, czarne plamy. Wstałem z fotela. Wrzuciłem do plastykowego worka 14 flaszek po koniakach, salaterkę śmierdzącego kremu czekoladowego i niedopałki hawańskich cygar. Ogoliłem się. Wywietrzyłem pok&amp;oacute;j. Mam jeszcze trzy fabuły do opowiedzenia, zanim zn&amp;oacute;w wr&amp;oacute;cę do obrazu. A obrazy zamarzniętego Krakowa &amp;ndash; baśniowe, fantastyczne, nieziemskie, cudowne!&lt;/p&gt;</description>
				<link>http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#888</link>
				<pubDate>Mon, 13 Feb 2012 00:00:00 CET</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#888</guid>
			</item>
			<item>
				<title>Żelazna dama</title>
				<description>&lt;p&gt;Fantastyczny, bardzo smutny film. W głowie pozostają zdania: \"Kiedyś chodziło o to, żeby czegoś dokonać, dziś żeby kimś zostać\", albo \"Dawniej było ważne, co myślisz, dzisiaj, co przeżywasz\". Druzgocząca krytyka wsp&amp;oacute;łczesnej polityki, poziomu elit, kierunku rozwoju społeczeństwa. Lektura obowiązkowa.&lt;/p&gt;</description>
				<link>http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#887</link>
				<pubDate>Sat, 11 Feb 2012 00:00:00 CET</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#887</guid>
			</item>
			<item>
				<title>Złota rybka</title>
				<description>&lt;p class="Tekst"&gt;Przyniosłem z miasta piękną, dorodną cytrynę. Postawiłem na biurku obok komputera. Kiedy pisałem, podskakiwała wesoło, wydzielając delikatny, rześki zapach Afryki. Czy była symbolem? alegorią? owocem zakazanym? Przeznaczeniem? Nie wiem. Wiem tylko, że nawiązaliśmy&amp;nbsp;dialog: ja byłem patetyczny; ona: ironiczna. Komentowała złośliwie wszystkie mielizny moich tekst&amp;oacute;w, wyśmiewała przesadne ambicje literackie, napuszony styl, pretensjonalne metafory, sprowadzała do banału historie już, już, zmierzające do pointy. Zgryźliwa. Inteligentna. I furiatka!!! Kiedyś, w trakcie kł&amp;oacute;tni, jednym ruchem zdarła ze mnie pancerz, kt&amp;oacute;ry nosiłem przez 20 lat! (Nawiasem m&amp;oacute;wiąc byłem jej potem wdzięczny, bo pancerz przeszkadzał mi w podr&amp;oacute;żowaniu autobusem.) Tak powstawała przyjaźń. Tymczasem praca szła naprawdę świetnie. Zacząłem się liczyć z opiniami cytryny, z jej uwagami, a w końcu nawet z nastrojami, emocjami, bo wiadomo, każdy ma coś swojego. Pewnego dnia kupiłem&amp;nbsp;rozpylacz, żeby&amp;nbsp;delikatnie&amp;nbsp;nasączyć jej sk&amp;oacute;rkę ciepłą wodą!!! I wtedy...&amp;nbsp;bez słowa zniknęła. Obraziła się? Przestraszyła? Potoczyła do swoich spraw? Wyjechała na wakacje? Wyszła za mąż? Poszła na operację? Siedzi w więzieniu? Nie wiem, nie wiem... Nie napisała emaila! Nie wysłała ani jednego sms-a! Nic. Zero. Komora hiperbaryczna! Sahara! Marokańska przyjaźń i wdzieczność. Z niewiadomych powod&amp;oacute;w przestałem nagle pisać. Golić się. Odczuwać radość. Jadłem wyłącznie krem czekoladowy, piłem koniak i uczyłem się francuskiego, bo tylko to naprawdę sprawia mi przyjemność. No, nie ma sprawy, zapomnę, kupię se inną cytrynę &amp;ndash; milszą, grzeczniejszą, przyjemną, dobrze wychowaną, taką, co ukończyła Harvard, co jak wyjeżdża w podr&amp;oacute;ż, zostawia liścik: &amp;bdquo;Kochanie! Wyjechałam, wracam we środę. Jestem wobec Ciebie pełna nieustannego podziwu i zachwytu&amp;rdquo;! Bo&amp;nbsp;tak się nie robi . MNIE się tak nie robi! To powinno być zakazane! To powinno być karalne!&amp;nbsp;Ale c&amp;oacute;ż, cytryny&amp;nbsp;zawsze pozostawiają kwaśny smak i odrobinę goryczy na języku. &amp;ndash; Takiem jest życie &amp;ndash; m&amp;oacute;wi filozoficznie m&amp;oacute;j sąsiad, pan Edek. &amp;ndash; Teraz kup se pan złotą rybkę.&lt;/p&gt;</description>
				<link>http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#886</link>
				<pubDate>Sat, 11 Feb 2012 00:00:00 CET</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#886</guid>
			</item>
			<item>
				<title>Rozbity dzban</title>
				<description>&lt;p&gt;Był styczeń 2003 roku, kiedy student literatury uniwersytetu w Harare - Douglas M. - szedł przez miasto dźwigając własnoręcznie wykonany dzban. Kiedy chciał skręcić w stronę stadionu, ochroniarze z pałacu prezydenta krzyknęli &amp;ndash; &lt;em&gt;Ej, ty, mały, chodź no tutaj.&lt;/em&gt; Podszedł na miękkich nogach. &lt;em&gt;&amp;ndash; Dlaczego jesteś ubrany na czarno? Może nie podoba Ci się demokracja? &lt;/em&gt;Chłopak tłumaczył co i jak, ale żołnierze się nudzili, bo Mugabe był właśnie na urlopie i nie mieli kogo pilnować. &lt;em&gt;&amp;ndash; Słuchaj, powiedział dow&amp;oacute;dca warty. Postawisz dzban na chodniku i będziesz biegał na setkę, a my ci zmierzymy czas. Trochę się zabawimy. &lt;/em&gt;Chłopak podni&amp;oacute;sł wazę i roztrzaskał z hukiem o krawężnik. Krzyknął &lt;em&gt;&amp;ndash; Tak jak ten dzban, rozpadnie się wasz reżym&lt;a href="../pdf/307.pdf"&gt;Czytaj dalej&lt;/a&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;</description>
				<link>http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#885</link>
				<pubDate>Fri, 10 Feb 2012 00:00:00 CET</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#885</guid>
			</item>
			<item>
				<title>Szymborska</title>
				<description>&lt;p&gt;Jestem z Krakowa i jako taki też mam sw&amp;oacute;j pogląd oraz potrzebę wypowiedzi&amp;nbsp;na temat&amp;nbsp;noblistki. Moja ciotka chodziła z Szymborską do Urszulanek, skąd ją (ciotkę) wyrzucono, za całowanie się z chłopakami na ulicy. Szymborska się nie całowała,&amp;nbsp;więc jej nie wyrzucono. Panie się spotykały, a po Noblu poetka zorganizowała nawet spotkanie w gronie szkolnych koleżanek i każdej wręczyła kopertę -&amp;nbsp;chyba po 1500 dolar&amp;oacute;w, już nie pamiętam. Koleżanki przyjęły te kwoty z wdzięcznością i zrozumieniem. To anegdota. Ja myślę jednak o czymś innym. I na poważnie. Poetka, żeby przetrwać w&amp;nbsp;&amp;nbsp;naszym mieszczańskim światku,&amp;nbsp;odgrodziła się od niego kurtyną własnego środowiska. Zza kulis dochodziły do nas odgłosy, że&amp;nbsp;coś lubi, a za czymś nie przepada, ale to były drobiazgi. Nie pozwoliła się wielbić&amp;nbsp;i wykorzystywać. Nie wystąpiła w TVN, TVN 24, ani w reklamach telewizyjnych! Nie udzieliła wywiadu Faktowi.&amp;nbsp;Można powiedzieć - skazała się na nieistnienie!!! A potem wybuchł skandal z jej pogrzebem, bo myśmy nie wiedzieli, że ma być bez księdza. Staszek Dziwisz posiwiał na Franciszkańskiej - miał przecież szansę wystapić w roli gwiazdy, a tu nic. Nikt nie zarobił punkt&amp;oacute;w na odejściu starszej pani, kt&amp;oacute;ra miała czelność być do końca sobą. Jej wiersz o kocie, czytany przez Globisza w telewizji, to artystyczny Everest, a przy okazji&amp;nbsp;manifest:&amp;nbsp;miłości&amp;nbsp;świata i aprobaty dla tajemnicy nieistnienia.&lt;/p&gt;</description>
				<link>http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#884</link>
				<pubDate>Fri, 10 Feb 2012 00:00:00 CET</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#884</guid>
			</item>
			<item>
				<title>Dominika</title>
				<description>&lt;p&gt;Dominika przyszła żeby nauczyć mnie animacji w PP. Dominika... długie włosy,&amp;nbsp;egzotyczne klipsy, koraliki, pierścionki, profesjonalna kurtka i buty do podr&amp;oacute;ży. Ostatnie trasy: Birma, Borneo. Dominika chce z nami do Etiopii. Jest to zdarzenie opatrznościowe. M&amp;oacute;wi w językach, zna Afrykę i potrafi zorganizować podr&amp;oacute;ż - lepiej być nie mogło. Żeby się tylko wyjaśniły moje sprawy remontowe... Wyprawa&amp;nbsp;wygląda odjazdowo. Ćwiczymy wariant twardy. Plemiona pierwotne na południu i kultura p&amp;oacute;łnocy.&lt;/p&gt;</description>
				<link>http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#883</link>
				<pubDate>Fri, 10 Feb 2012 00:00:00 CET</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">http://www.cieckiewicz.pl/niusy.php#883</guid>
			</item>
</channel>
</rss>

